Rozdział IV

Konoha, rok przed masakrą klanu Uchiha.

Jesień rozpoczęła się na dobre. Wszystkie liście mieniły się kolorami, by spaść z drzew. Porywane przez wiatr, tańczyły z nim ten jedyny w swoim rodzaju taniec. Unosząc się, to opadając niczym żywe, mieniąc barwami tak, by zatrzymać wzrok przechodnia na dłużej. Potem dostojnie opadały na stos innych liści, które już zapadły w sen, tworząc wyjątkowy dywan.
To właśnie wtedy Sasuke zauważył, że braciszek odsunął się od niego bardziej niż zwykle. Coraz częściej słyszał słowa, które sprawiały mu tyle przykrości. Coraz bardziej robił się zazdrosny o Shisuiego.
Wybacz Sasuke, innym razem.
Słowa, które sprawiły, że chciał być coraz lepszy. Pragnął wiedzieć, nauczyć się jeszcze więcej. Szybciej niż Itachi. Dogonić go, a nawet prześcignąć, by móc mu pomóc, by już nigdy nie słyszeć tego okropnego zdania.
To właśnie dlatego stał cicho przy uchylonych drzwiach od pokoju starszego Uchihy. Chciał się dowiedzieć o czym jego brat tak rozmawia z kuzynem niemal każdego wieczora. Zdawał sobie sprawę, że jeśli go przyłapią to straci w oczach Itachiego, a to będzie drogo go kosztować, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś go trapi.
- Więc? Powiesz mi? - Głos kuzyna był wyraźnie zniecierpliwiony i czymś poirytowany.
Sasuke nie wiedział, co takiego Itachi ukrywa, ani o czym miałby powiedzieć Shisuiemu. Był to dopiero pierwszy raz, gdy udało mu się zakraść niepostrzeżenie pod drzwi, tak aby nie zauważyła go Mikoto.
- Nie ma o czym mówić. Nie wiem, o co ci chodzi - odparł wyraźnie zrezygnowany Itachi.
Młodszy Uchiha słyszał przy kolacji o kolejnej misji, którą dostał braciszek. Wiedział, że miał wyruszyć niedługo. Teraz pewnie rozmawiając ze starszym krewnym się do niej przygotowywał. Należał do ANBU, przez co był z niego dumny jak i martwił się. Tata uważał, że to ogromne wyróżnienie, mama zaś bała się, że Itachi jest za młody. Sam słuchając opowieści Mikoto czuł, że strach zakrada się do jego serca. Niepokoił się o starszego brata.
Bycie kapitanem ANBU nie było bezpieczne, bycie shinobi również, a przecież Itachi był jego ukochanym bratem. Co jeśli mu się coś stanie? Co on bez niego zrobi?
- Nie kłam Itachi. Przecież to emanuje od ciebie na odległość! Dziwię się, że Fugaku jeszcze się nie zorientował - warknął cicho Shisui przez co Sasuke się spiął.
- Widać nie wszyscy zwracają tak na to uwagę, bądź są tak przeczuleni jak ty. Nie masz się o co martwić - odparł Itachi.
- Akurat. Co ukrywasz? Taka chakra, na dodatek nie twoja wzbudza podejrzenia! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że możesz zostać uznany za zdrajcę nosząc jakąś broń przy sobie. - odparł poirytowany.
Sasuke słuchał tego z niedowierzaniem, nie przyjmując do wiadomości słów kuzyna. Braciszek nigdy nie zrobiłby czegoś takiego! Zależało mu na klanie, tak samo jak innym, nawet bardziej! Jak Shisui mógł mu coś takiego zarzucać?
- To żadna broń, jeśli tak cię to martwi. To prezent. - westchnął Uchiha wyraźnie znużony drążeniem tematu przez przyjaciela.  
- Prezent? - parsknął - Powiedz, kto rozdaje takie prezenty, może też się zakręcę, bo ładunku takiej chakry nikt nie rozdaje od tak na lewo i prawo! - dodał drwiąco.
Przez chwilę nic się nie działo. Cisza, jaka zapanowała w pokoju zaczęła przerażać Sasuke. Kierowany nieznanym mu uczuciem, instynktownie zerknął przez szparę w drzwiach w momencie jak Shisui zerwał rzemyk z szyi Itachiego.
- Oddaj to - syknął cicho Uchiha mierząc starszego chłopaka wściekłym spojrzeniem.
Najmłodszy z klanu Sharingana wpatrywał się w ozdobę, którą trzymał w dłoni jego kuzyn. Od dawna dopytywal braciszka, skąd ja ma, ale ten jak dotąd nie chciał mu powiedzieć. Utrzymywał, że to zwykły prezent. Jednak według Sasuke albo osoba, która mu to dała musiała być głupia, albo Itachi kłamał. Nikt przecież nie wybierze na podarunek, czegoś, co przypomina kamień! Co prawda, ów przedmiot intrygował chłopca z powodu swojej barwy; nie widział dotychczas nic w kolorze tak głębokiej czerni.
-  Skąd to masz? Przecież to…
- Chakra Shikuroi. Dostałem ją od najprawdopodobniej ostatniej ocalałej - odparł zimno, wyrywając przyjacielowi z dłoni rzemyk, na którym zawiesił łuskę smoka.
 *

Rok po zakończeniu Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi

W  gabinecie Hokage panowała napięta atmosfera. Przybycie Gaary było zupełnie nieoczekiwane. Nikt nawet o tym nie pomyślał, nie tak wcześnie. Byli pewni, wręcz przekonani, że mają w zapasie jeszcze przynajmniej kilka dni, nim pojawi się jakiś posłaniec z innej Wioski, o ile chłopiec narobił jakichś kłopotów.
Tym bardziej pojawienie się Kazekage we własnej osobie rodziło wiele pytań, których nikt nie ośmielił się wypowiedzieć na głos. Hatake czuł, że obietnica złożona Sasuke może go drogo kosztować. Dał mu trzy dni, z czego jeden już minął. Nie był w stanie przeciągnąć rozmów przez tak długi czas.
Nie mógł również kłamać, nie potrafił zmusić się do ochrony przeklętego dziecka. Do tej pory nie znał powodu, z jakiego ten mały pojawił się w Liściu akurat teraz. Nie wierzył w przypadki. Do tego, to dziecko miało rodziców.
Jednym z nich była Shikuroi, która przez Trzecią Wojnę straciła cały klan. Wojnę, która wybuchła przez Sune.
Drugim z nich był Uchiha, członek klanu, który został wzgardzony przez własną wioskę. Wiecznie poddawany ocenie, lustrowany nieufnym spojrzeniem. W końcu zaszczuty na tyle, by spłonąć we własnym ogniu.
- Więc, kiedy Sasuke ostatnio był w Wiosce? - zapytał Gaara przerywając tę niezręczną ciszę.
Z pozoru wyglądał, jakby był spokojny i opanowany, ale to tylko powłoka, podobna do tej z piasku, która otaczała jego ciało. W środku czuł, jak wszystko się w nim gotuje. Ta okropna cisza mówiła sama za siebie. Wiedzieli, że coś się stało. Kryli Sasuke, odwlekając rozmowę jak tylko się dało…
- Przepraszam za spóźnienie, ale nie miałam jak wcześniej się zamienić. - Do gabinetu weszła nieco zziajana Sakura wciąż w białym, lekarskim fartuchu, który miała podwinięty do łokci.
- Nic się nie stało, wiesz, że bez ciebie nie moglibyśmy zacząć - odparł Kakashi dobrotliwie, czując, że część ciężaru, który dźwigał właśnie spadł na barki Haruno.
Kobieta spojrzała na zebranych, widząc zacięte oblicze No Sabaku. Nieco zdenerwowanego Hokage i Naruto, który stał przy oknie pogrążony we własnych myślach tak bardzo, że zupełnie odciął się od tego co działo się w pokoju.
- Naruto mówił, że ktoś zaatakował granice Suny…  - Zaczęła spokojnie siadając na krześle, chcąc rozeznać się w sytuacji,
Czuła, że nie ma co liczyć na Kakashiego. Naruto zapewne jej pomoże, jeśli będzie tego potrzebować, ale nie chciała stawiać go w niezręcznej sytuacji. W końcu Gaara również był jego przyjacielem. Mogła polegać tylko i wyłącznie na sobie.
Choć było to z jej strony czyste szaleństwo wiedziała, że zrobi wszystko co w jej mocy, by chronić chłopca. Był rodziną Sasuke, Nie wiedziała, jak blisko z nim spokrewniony, ale był drugim Uchiha na całym tym świecie. Jej ukochany nie był sam i ona nie pozwoli mu tego utracić.
- Tak. To Sasuke. Ninja zwykle patrolujący granicę wrócili do Piasku dwa dni później, niż powinni, mówiąc, że zaatakował ich Uchiha, zamykając w genjutsu. - Spojrzenie, jakim przeszył ją Kazekage spowodowało, że od razu zrobiło jej się zimno, a po plecach przeszły nieprzyjemne dreszcze.
Wzięła jeden głębszy wdech, by uspokoić serce, które zaczęło szybciej bić, Całe jej ciało wręcz krzyczało, że obok siedzi niebezpieczeństwo, a przecież nie mogła dać po sobie poznać, iż cokolwiek wie na ten temat.
Jednakże musiała przyznać przed samą sobą, że to ją zaskoczyło. Patrol nie zauważył, że Uchiha atakujący ich jest dzieckiem? To mogło znaczyć tylko dwie rzeczy; albo został już przeszkolony i jako dziecko przeszedł piekło. Albo zupełnie nad tym nie panował. Sakura nie wiedziała, która z tych opcji wydaje jej się teraz gorsza.
- To niemożliwe. Sasuke przybył do Konohy wczoraj po tym, jak wezwał go Naruto. - opanowany głos Hokage przywołał go do rzeczywistości.
- Naruto to prawda? - zapytał No Sabaku, chcąc się upewnić, jednak Uzumaki nie odpowiedział.
- Naruto! - Sakura podniosła nieco głos, przez co blondyn wzdrygnął się lekko.
Nieśpiesznie obrócił się w stronę zgromadzonych, przyglądając im wciąż nieco nieobecnym wzrokiem.
- Wybaczcie, zamyśliłem się. Możecie powtórzyć? - zapytał nieco skrępowany, uśmiechając się przepraszająco.
- Chodziło o Sasuke. Gaara pytał, czy go wezwałeś. - Wyjaśnił Kakashi.
Zaczynał przeklinać dzień, w którym jego shinobi znaleźli młodego Uchihe. Z rosnącym niepokojem obserwował, jak destrukcyjny wpływ wywiera na jego dawnych podopiecznych, Nie pamiętał już, kiedy ostatnio Naruto tak wyglądał. Zwykle pogodny i uśmiechnięty, mający w oczach coś, czego nie potrafił określić. Teraz owo coś zgasło, pod oczami pojawiły się cienie, jakby od dawna nie spał, a po uśmiechu pozostało smętne wspomnienie.
Podobnie było z Sakurą. Na co dzień tryskała optymizmem, starała się być wesoła, mimo czekania na Sasuke i widać było, że praca daje jej dużo satysfakcji. Hatake nie wiedział, gdzie podziała się tamta Haruno. W zaledwie kilka dni stała się cieniem samej siebie. Zbladła, co okropnie rzucało się w oczy, na twarzy malował się smutek, a spojrzenie wręcz zionęło pustką.
- Tak, napisałem, żeby wracał z powodów rodzinnych - mruknął Uzumaki, przesuwając bezwiednie prawą dłoń na kark, by potrzeć skórę w tym miejscu, jak zawsze, gdy był zakłopotany.
- Powodów rodzinnych? - powtórzył Kazekage patrząc na przyjaciela z niedowierzaniem.
- Sasuke ma syna. - Obwieściła Sakura, wprawiając w osłupienie wszystkich z wyjątkiem Naruto.
- Więc wy..? - zaczął Gaara nie bardzo wiedząc jak wybrnąć z sytuacji, ani tym bardziej jak dalej poprowadzić tę rozmowę.
- Nie. To jego syn. To jeszcze dziecko i dopiero niedawno obudził Sharingana, nad którym zupełnie nie panuje. Zapewne to Shirai zaatakował zupełnie nieświadomie ninja z Suny.  Sasuke wyruszył z nim do jego matki, by uzyskać wyjaśnienia. - odpowiedziała spokojnie, dzielnie znosząc wszystkie spojrzenia.
Zrobiła to. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej to z taką łatwością. Nie drżały jej dłonie, głos nie załamał się zdradziecko. Wszystko dla pobudek ukrytych w jej sercu, dla których właśnie narażała swoje życie.
- Więc to jego syn? - zapytał Hatake wstrząśnięty.
Nie spodziewał usłyszeć się tego, nie od Sakury. Nie, gdy wyglądała zupełnie jakby jej to nie dotyczyło. Sam cicho stawiał, iż ojcem jest Obito, bo po Itachim by się tego nie spodziewał. Nie, jeśli ma się taki balast przeszłości jak tamten Uchiha,
- Tak, powiedział nam to, nim wyruszył. Musi odnaleźć Yuzurihe i wyjaśnić z nią kilka spraw. - Naruto obrzucił przyjaciółkę przelotnym spojrzeniem, chcąc najlepiej zakończyć rozmowę.
- Jeśli tak… Cóż, chciałbym żebyście powiadomili mnie o powrocie Sasuke. Chciałbym sam z nim porozmawiać, jak i poznać jego syna. Tymczasem sprawę ataku uznam za zwykły wypadek. - Wygłosił Gaara wciąż nie mogąc dopasować wszystkich części układanki na swoje miejsce.
- W takim razie wrócę już do szpitala - powiedziała Haruno, ponosząc się z miejsca i uśmiechając delikatnie.
- Pójdę z tobą! Hinata pewnie czeka już na mnie z obiadem - zawołał Uzumaki, zrywając się z miejsca i biegnąc za kobieta.
Sakura słysząc kroki za sobą przyspieszyła. Nie przygotowała się, że będzie tak bolało. Serce niemal rozerwało na kawałki, łzy cisnęły do oczu i co gorsza nie mogła nad tym zapanować.
Rozpadła się na milion kawałków, z których wyzierała czarna rozpacz. Pragnęła zniknąć, choć zrealizowała swój plan. Była szczęśliwa, pomimo bólu odbierającego jej oddech.
- Sakura! - Naruto złapał ją za ramię i obrócił w swoją stronę.
Widząc w jakim stanie jest przyjaciółka bez słowa przyciągnął ją do siebie. Pozwalał, żeby jej gorzkie łzy wsiąkały w materiał jego koszulki.
- Głupia, po co to zrobiłaś? - zapytał cicho.
Różowowłosa próbowała odpowiedzieć, ale jej ciałem wstrząsnął płacz, którego już dłużej nie mogła powstrzymać. Rozpłakała się głośno, jak małe dziecko, bezbronna wobec świata.
- Musiałam ich okłamać - wyszeptała zrozpaczona
Bała się, tak bardzo się bała…  Czy kłamstwo, które powiedziała Kage może być prawdą? Czy chłopiec mógł być jego synem?

*
Akihito…
Musiała się spieszyć. Wiedziała, gdzie jej dziecko mogło się udać. Wiedziała również czemu. Genjutsu, w które ją złapał musiało trwać znacznie dłużej, niż ostatnio. To strach zmusił go do opuszczenia domu.
Był przerażony już ostatnim razem, gdy trwała pogrążona w iluzji  niemal cały dzień. Zlękniony i osowiały z czerwonymi od płaczu oczyma. Siedział w kącie, jakby to on spędził godziny pod wpływem jutsu.
Wiedziała, że powinna już wcześniej poszukać ostatniego Uchihy, nie mogła się jednak na to zdobyć. Nie, jeśli była Shikuroi. Nie, gdy jej dziecko posiadało takie więzy krwi, ale sama przecież o to prosiła.
Wiedziała…  Od początku wiedziała, że Akihito będzie wyjątkowy. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że tak bardzo będzie przypominał swojego ojca. Do tego Sharingan, cóż tutaj musiała przyznać, że poległa.
Przekazała chłopcu wszystko, co wiedziała na temat Uchihów. Tych zmarłych, jak i ostatniego żyjącego. Znał też historię swego ojca. To wszystko sprawiało, iż była pewna, że znajduje się w drodze do Konohy. Chciał znaleźć Sasuke.
Miała mało czasu,. Nikt, ale to nikt nie mógł go zatrzymać, czy też rozpoznać podobieństwo do klanu Uchiha. Był również Smokiem. I choć dobrze ukryła tatuaż dziecka wciąż przerażenie chwytało ją za gardło, ilekroć pomyślala, iż ktoś go odkryje.
- Czekaj na mnie Akihito..  - wyszeptała cicho.
Zaczęła pakować się biorąc pod uwagę każdy możliwy scenariusz. Choć miała nikłą nadzieję, iż może Sasuke jakimś zrządzeniem losu będzie akurat w Wiosce, gdyby nie zdążyła na czas.
Opiekuńcze duchy miejcie go w opiece. I ty Sasuke również…
Uzbrojona w kaburę z kunaiami, zwoje z resztą shurikenów, czy też strzałki z truciznami, które były jedyną jej bronią, zabrała również zwój przywołania. Bała się, że zostanie ranna, a nie będzie mogła się uleczyć. Nienawidziła swojego kekkai genkai. Nienawidziła poświęcać Smoków.

*
Otaczająca ciemność…. Sasuke… że przepraszam…   Nie oczekuję wybaczenia…  zn…  ich…
Obudził się, oddychając ciężko. Przestraszone spojrzenie wbił w dogasające ognisko, szukając w nim odbicia sennego koszmaru. W uszach wciąż rozbrzmiewało echo słów zmarłego, snujące za nim niczym cień.
Zacisnął pięść z bezsilności, żal wzbierał w jego sercu wraz z rozgoryczeniem.  
- Dlaczego? Itachi, kurwa, dlaczego mnie nie poprawiłeś?! - zawołał wściekły, choć bardziej brzmiało to jak skowyt zranionego zwierzęcia.
Był przekonany, że wykonuje jego wolę, kontynuuje jego dzieło. Mści się za krzywdy, których musiał doświadczyć, by w końcu imię jego brata zostało oczyszczone. Ale…  to nie o to mu chodziło!
Gdy spotkali się ponownie, podczas Czwartej wojny, nawet słowem o tym nie wspominał. Zupełnie jakby te słowa nigdy nie padły z jego ust.
Zamarł, przypominając sobie wyznanie Itachiego, gdy Edo Tensei zostało przerwane.
Nie ważne jaką decyzje podejmiesz, zawsze będę cię kochał.
Niemożliwe! Cholera! To nie mogło się dziać naprawdę! Czy Itachi uznał, że zignorował jego wcześniejsze słowa? Postanowił żyć, jakby ich nigdy nie usłyszał?! Pomylił się…
Nie wierzył…
Zdławiony szloch wyrwał się z jego piersi, a po policzkach potoczyły się łzy rozgoryczenia i wściekłości. Tracił czas, myśląc, że jest coraz bliżej rozwiązania tej chorej zagadki, a tymczasem okazało się, iż cofnął się na sam początek, albo i jeszcze dalej.
Nie potrafił znieść myśli o ostatnim uśmiechu brata, o wspomnieniach, które mu pokazał. Zapewne, pomijając te najważniejsze, te które dotyczyły jego samego. Były tym, czego Itachi strzegł skrzętnie przed wszystkimi, nawet przed własnym bratem. Jakby jego prywatność nie istniała, ukazując jedynie shinobi, gotowego poświęcić samego siebie dla określonego celu.
Wciąż nie potrafił określić, ile czasu mu zostało. Odpowiedź znał jego brat, którego zawiódł. Być może nie zasługiwał, by odkryć ten sekret. Nie zasługiwał na uczucia, jakimi darzył go Itachi, chroniąc i pilnując na każdym kroku. Nie chciał ich, nie, kiedy tak  strasznie go zawiódł.

*
Zatrzymał się pomiędzy drzewami na skraju lasu, by zasłonić oczy dłonią przed kłującym w oczy słońcem.  Dochodziło południe, nie spodziewał się, że zajmie mu to aż tak dużo czasu. Z drugiej strony od kilku dni był w ciągłej podróży, nie robiąc sobie ani chwili przerwy na złapanie chociażby odrobiny sił.
Przed nim rozciągało się pasmo gór, które było jego celem, a raczej kryjówka ukryta w nich. Niespiesznym krokiem, pozwalając sobie złapać oddech, podszedł do miejsca, gdzie wykonał kilka pieczęci dłonią, po czym dotknął skały.
Spokojnie obserwował jak ta pod wpływem chakry zaczyna się przesuwać, ukazując ciemny korytarz.
Z cichym westchnieniem wszedł w ciemność, pamiętając  rozkład korytarzy na pamięć. Miał jedynie nadzieję, że wszyscy są obecni. Nie miał dość czasu, by czekać aż się zbiorą. Podróż pochłonęła połowę z wyznaczonego terminu.
- Jugo - mruknął nagle, a kącik jego ust uniósł się lekko do góry.
Przed nim w stał wysoki mężczyzna, trzymając w dłoni pochodnie. Jak zawsze na jego twarzy emanował spokój, który sprawiał, że Sasuke czuł się lepiej. Wiedział, że znalazł się wśród osób, których nie obchodzi kim jest, ani co zrobił. Po prostu są. Podobnie jak Naruto i Sakura.
- Karin powiedziała, że się zbliżasz - odparł, prowadząc go do reszty towarzyszy.
Wszedł do pomieszczenia, widząc czerwonowłosa, siedząca za biurkiem, czytającą jakąś książkę. Za to ani śladu po Suigetsu, który za pewne narobiłby już hałasu.
- Gdzie Suigetsu? - zapytał mimowolnie
- Trenuje, wróci pewnie za godzinę - mruknęła Uzumaki, wzruszając ramionami, jakby mało ją to interesowało, po czym zamknęła książkę.
Odwróciła się, przyglądając mu uważnie, aż westchnęła ostentacyjnie. Uchiha posłał jej wściekłe spojrzenie, wiedząc, że chodzi jej o stan, w którym się znajdował. Kobieta zawsze uważała, że ilekroć się tu zjawiał, pakował się w kłopoty.
- Więc co cię do nas sprowadza? - zapytał Jugo, podając Sasuke kubek z wodą, którą przyjął z wdzięcznością.
- Chcę żebyście zabrali kogoś z Konohy. Zostało mi półtora dnia - odparł
- Z Konohy? Czy Liść nie jest czasem jednym z bezpiecznych miejsc? - zapytała Karin zaskoczona.
- Nie w tym przypadku. Chodzi o Uchihe - wyjaśnił, widząc szok, wkradający się na ich oblicza.
- Uchiha? Przecież..  Jesteś jedynym ocalałym. - Jugo nieco wstrząśnięty, zastanawiał się, jak Sasuke zamierza im to wytłumaczyć.
- Byłem. W Liściu jest chłopiec, którego trzeba jak najszybciej zabrać. Była Hokage już po cichu planuje jak się go pozbyć, dlatego czas jest tutaj tak ważny. Jest jeszcze związany więzami krwi z Shikuroi. - Uchiha odkrył przed nimi niemal całe kraty dotyczące przeklętego dziecka, wiedząc, że nie pozwolą, by ktoś tak po prostu je zamordował.
- Więc mamy go zabrać tutaj? Co potem?
- W tym czasie ja odszukam jego matkę. Dziecko zdaje się być pod wpływem genjutsu, ale nawet ja nie jestem pewien, czy to możliwe. Więc.. Karin zaopiekuj się nim, dobrze? Jest dla mnie bardzo ważny. - Poprosił cicho, na co ta skinęła lekko głową.
- Ruszaj, jak tylko Suigetsu wróci, wyruszymy do Konohy - powiedział Jugo, kładąc mu dłoń na ramieniu, by dodać mu otuchy.
Posłał w ich stronę lekki uśmiech po czym obrócił się odchodząc.
Poczuł ciepłą dłoń zaciskajacą się na jego nadgarstku, gdy był już przy samym wyjściu. Zaskoczony przystanął w miejscu, obracając głowę.
Karin trzymała jego rękę w uścisku. Z jakiegoś powodu patrzyła w bok, jakby sam jego widok sprawiał jej ból. Wiedział, że uczucie, którym go darzyła zmieniło się. Zrozumiała iż nigdy nie będzie mógł tego odwzajemnić, bo był już ktoś kogo kochał. Od tamtej pory zaczęła zachowywać się względem niego nieco nadopiekuńczo. Zupełnie jak Itachi, gdy był mały.
- Czy musisz się w to mieszać? - zapytała cicho, nieco posępnie.
- Chyba już za późno żebym mógł się wycofać. - mruknął
Wiedział, że gdyby ich poprosił, poszliby zamiast niego. Sam mógłby wrócić po chłopca, a Taka sprawdziłoby Wioskę Trawy. Nie mógł jednak na to pozwolić. Shikuroi była kluczem do jego odpowiedzi.
- Obiecaj, że będziesz ostrożny - westchnęła, kierując wzrok w jego stronę.
Przyglądał się jej rozbieganemu spojrzeniu, które co rusz kierowało się ku jego twarzy, to znów wędrowało na ściany. Jednak jego osoba w jakiś magiczny sposób przyciągła jej uwagę, bo tą nierówną walkę zdecydowanie wygrywało, niechciane skupienie się właśnie na nim.
- W porządku - odparł, wiedząc, że akurat w tym przypadku ostrożności nigdy za wiele.
- Nie rozumiesz, Sasuke. Gdy mieszkałam jeszcze w Kusa, ludzie…  nie byli specjalnie pogrążeni w rozpaczy za stratą tego klanu. Krążyły opowieści, iż Shikuroi poświęcali dusze…

~*~


EDIT z 23.06:
Błędy już poprawione. Nie wyszło mi do końca tak jak chciałam, no ale zostawię to tak jak jest. Rozdział dłuższy niż ostatnio, choć dalej nic nie wyjaśniłam. Niedługo się to zmieni, bo zbliżamy się pomału do połowy xD Zaplanowałam, że będzie to dość krótkie opowiadanie żeby się sprawdzić, czy jestem w stanie napisać to do końca :D
Pozdrawiam! ^^