Meet me on the battlefield

Słowem wstępu: rozdział to nie jest. Nie ma też związku z Ulotnymi. Aktualnie przejechał mój bratanek z wizytą do babci. Jednak zamiast spędzać czas z babcia, woli grać w gry z ciotką.Więc piątkę piszę w zeszycie, notatkach na telefonie, ale przeważnie nie mam czasu :D Dlatego publikuje póki co tego oneshota - moja beta nie jest nim zachwycona, zresztą nie pałą sympatią do fandomu Naruto, a ja nie mam o tym zdania. Ot kilkanaście zdań nakreślonych pod wpływem impulsu. Pozdrawiam! ^^





Szkarłat.
Głosy, zamierające w zgiełku ciszy.  Świat, który w jednej chwili przestał istnieć. Czas płynął, zapominając o mojej bezwartościowej osobie. Byłem plugawy, wyzuty z wszelkich emocji.
Trzymałem ją w ramionach, brocząc w jej krwi, która przylegała do mnie niczym piętno. Pustym wzrokiem patrzyłem, jak życie gaśnie w jej oczach. Bez słowa pożegnania na jej ostatni ciepły uśmiech, pomimo bólu.
Zawsze będę cię chronić…
Słowa wypowiadane przez nią tak często, że nie brałem ich nigdy na poważnie. Byłem pewien, że to tylko żart. To ja powinienem ją chronić, tymczasem to ona oddała swoje drogocenne życie za moja obmierzłą egzystencję.
Niezdolny do uronienia choć jednej łzy, pogrążony w chaosie uczuć, trwałem w otępieniu. Nie zważając na piekło, w którego centrum się znajdowałem.
Popadając w otchłań szaleństwa, zjawy urojeń pojawiały się niczym żywe.
Widmowa dama w czarnej sukni z trenem, ciągnęła się za nią niczym cień. Śmierć. Czułym uśmiechem zwodziła, zmysłowymi ruchami kroczyła zbierając swe ofiary. A tym opornym podarowywała swój zimny pocałunek, by zesłać wieczny sen.
Wraz z nią krążyla w bieli Nienawiść. Oczy zamglone miała obłędem, nucac cicho melodie, która mieszala w głowach, zakradala się do najdalszych zakamarków serc, szukając wszelkiego zła.
Jak zaczarowany, patrzyłem jak podchodzi do potwora, który odebrał mi wszystko, na czym mi zależało i zasłania mu drobnymi dłońmi oczy, szepcząc dźwięcznie imię kolejnej ofiary.
Omamy, fatamorgana, iluzja, czy też urojenia. Mogłem staczać się w nicość, postradać rozum, ale wiedziałem jedno - ten potwór zabrał mi wszystko to, co kochałem. W ustach czułem gorzki smak nienawiści, która przepełniała mnie po brzegi, ciało drżało od tłumionej z trudem furii.
Delikatnie z przesadną czułością, położyłem bezwładne ciało Sakury na ziemi, gładząc opuszkami palców jej policzek. Z bólem spojrzałem ostatni raz w jej oczy, z których zniknęły już te radosne płomyki, pozostawiając je zupełnie martwe.  Przyłożyłem drżące palce do jej powiek, powoli je opuszczając.
Śpij spokojnie…
Z trudem zmusiłem się, by podnieść swe ciało do pionu. Stojąc niemal w samym centrum Konohy miałem ochotę się śmiać. Zabrali mi wszystko. W dążeniu do tych absurdów, które miały dać im władzę, zniszczyli wszystko.
Miasto, obrócone gruz. Osoby, które kochałem, straciłem je bezpowrotnie.
Wszystko przez bestie, siedzącą przede mną.  Ślepia ziejące pustką, ostre zębiska wyszczerzone w parodii upiornego uśmiechu, gotowe w każdej chwili rozszarpać mnie na strzępy.
Kage, opętani wizją potęgi, uznania siebie samych niemal za bóstwa. Dążący do poskromienia bestii, które jawiły się ludziom w sennych koszmarach. Chęć zrobienia z nich swoich pupili przyniosła nam wszystkim zgubę.
Potrzebowałem rozlewu krwi, łaknąłem zemsty, jakby tylko ona mogła przywrócić mi oddech. Oddać utracone zmysły. Pozwolić istnieć, w świecie bez przyszłości. Wyegzekwować swoją sprawiedliwość.
Za to, że już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu...
Za to, że już nigdy nie przytulę jej…
Za to, że już nigdy nie będę miał okazji jej powiedzieć…
Za to, że już nigdy nie wyznam jej, że ją kocham…
Nie dbając o swoje życie zacząłem iść przed siebie. W stronę czarno-czerwonej odrażającej góry zniszczenia. Co rusz, któryś z ogonów potwora z hukiem uderzał o ziemię, porywając kolejne odłamki gruzu w powietrze, tworząc następne pęknięcia w niemal już doszczętnie zniszczonej powierzchni, niegdyś tak zatłoczonej ulicy.
Przeklinając los i swe istnienie ten jeden ostatni raz. Ten jeden raz... Pozwoliłem, by chakra gromadziła się w mojej dłoni. Ten jeden raz, by pomścić tych, których straciłem.
Serce w piersi zaczęło kołatać w proteście na zamiary umysłu. Oddech zrobił się urywany. Ciało wyjątkowo zaczęło mi ciążyć. Chciałem mieć to za sobą. Chciałem… już tylko spokoju. Chciałem do niej dołączyć, jednak w przeciwieństwie do niej wciąż żyłem.
Ja i maszkara, która pozbawiła ją życia.
- Chidori - wyszeptałem cicho niczym słowo jednej z najcenniejszych modlitw.
Reszta zadziała się w zastraszająco szybkim tempie. Moja ręka przebijająca ciało potwora, miażdżąca wszystko na swej drodzę, by zacisnąc się na sercu. Moja dłoń, trzymająca coraz mocniej organ, który z każdą chwilą bił coraz słabiej. Ciało pokryła kolejna krew.
Nasze spojrzenia się spotkały. Oczy bestii wyrażały szok i zrozumienie. Wręcz wdzięczność, a w moich zapewne malowała się nicość, w którą jeszcze tak niedawno spoglądałem.
Czarno-czerwona powłoka, zaczęła się rozpadać niczym pył.
Krztusząc się, nie mogąc złapać oddechu, podtrzymując bezwładne ciało, opadłem na kolana. Rozległe oparzenia Jinchuriki nie ukrywały jego tożsamości.
- Wybacz Naruto… - Bezgłośnie poruszyłem wargami, nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu. Poczułem pierwsze łzy spływające po policzkach, gdy szaleństwo z rozpaczą, zaczęły rozrywać mą duszę na kawałki…


6 komentarzy:

  1. Dobij mnie jeszcze, bo ja się chyba po tym nie pozbieram... smutne zakończenia tak mnie dołują...

    Ale bardzo ładnie Ci to wyszło. Krótko, ale interesująco. Opisy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wiedziałam, że umiesz dobrze pisać, a ta jednopartówka jest tego kolejnym niezaprzeczalnym dowodem.

    Ze złamanym sercem
    Pozdrawiam
    Poszarzała Blue xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam Cię odbijać! :3 jestem okropna, bo.. Ja nie lubię happy endów xD
      Dziękuję za miłe słowa! Teraz będę chodzić dumna jak paw chyba przez tydzień xD podniosłaś moją samoocenę ^^
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. A Ty mój humor :D Daj się wyściskać! ♥♥♥

      Usuń
  2. "Ot kilkanaście zdań nakreślonych pod wpływem impulsu" AHAAA, no dobra. Pod wpływem impulsu... Te opisy, dziewczyno... Chcę choć trochę pisać pod wpływem impulsu tak dobrze jak Ty! :)
    Też nie jestem fanem happy endów, mimo, że zawsze podczas czytania na nie liczę, haha! XD
    Jeśli poprzednie rozdziały są tak dobre jak ten, to oporowo idę nadrabiać!

    http://uzumaki-origins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! ^^
      Cały czas przed publikacją mam jakieś wątpliwości co do swojej twórczości, więc miło czyta się takie słowa :)
      Ja z kolei wręcz podczas czytania liczę, że tym razem nie doczekam szczęśliwego zakończenia xD
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Pozbądź się zatem wątpliwości i publikuj! Wierz mi, świetnie się czyta Twoje opowiadania. :)

      Usuń

Przeczytałaś/eś?
Zostaw po sobie jakiś ślad!
Tobie zajmie to chwilę, a mi sprawi ogromną radość.